O autorze
Moje życie nakręcają dwa silniki: Joanna i Blanka. Moje dwie miłości. Żona i córka. Partnerki w codziennych dyskusjach i sporach. Dzięki nim tutaj jestem. Nie wiem, może to Ich sekretny plan, żebym więcej pisał niż mówił???

A mam o czym mówić i pisać. Bo lubię i umiem słuchać. Oceniać i krytykować. Uwielbiam się tym wszystkim dzielić i dyskutować. Ze wszystkimi i o wszystkim. Zapraszam!

Nie idź do sądu! Tam zwykle nie ma sprawiedliwości!

Trochę żyję na tym świecie. Wiele widziałem, wiele słyszałem. I do dzisiaj myślałem, że niewiele rzeczy w naszym kraju jest w stanie mnie zaskoczyć. Pomyliłem się. Wystarczyła konkretna i szczera rozmowa z radcą prawnym, gdy w krótkiej rozmowie zostałem uświadomiony, że szukanie sprawiedliwości w polskim sądzie jest utopią. Że w polskich sądach nie ma sprawiedliwości. W polskich sądach są tylko wyroki i statystyki.

To, że w polskim sądownictwie nie jest dobrze, miałem świadomość od dawna.
Ale że tak źle, dowiedziałem się wczoraj.



Żadna afera. Prosta sprawa.

Rok temu byłem jednym z poszkodowanych w wypadku drogowym. Skoro piszę, to znaczy, że ucierpiał jedynie samochód. Trochę moja głowa też, ale wstrząsu mózgu nie było chyba. Chyba, bo za namową panów policjantów odmówiłem hospitalizacji. Mówili, że jeśli poszkodowani nie pozostaną w szpitalu, wówczas będzie szybciej i łatwiej wyegzekwować odszkodowanie od ubezpieczyciela, u którego polisę wykupił sprawca kolizji. Wszyscy poszkodowani odmówili hospitalizacji, bo po co komplikować, skoro tylko guzy na głowach?
Wszyscy chcieli mieć łatwiej i szybciej, no i nie bawić się w przesłuchania, sądy i inne komplikacje.

Wtedy nikt się pewnie nie zastanawiał, że sugestie policjantów były podyktowane tzw. „drogą na skróty“. Nikt szczególnie nie ucierpial, nikt nie zginął, więc o co kaman?
Właśnie!
Dziś, już wiem, że postawa policjantów była wynikiem ich wygodnictwa. Mieliby kilka godzin ciężkiej pracy, a załatwili sprawę w ciągu połtorej godziny. No i mieli święty spokoj!

Mając świadomość, że wszystko łatwo i gładko pójdzie i że szybko doprowadzę samochód do użytku, zgłosiłem szkodę w towarzystwie ubezpieczeniowym, z ktorym sprawca wypadku zawarł umowę ubezpieczenia OC.
Szybka reakcja, przyjazd likwidatora szkody, czyli wszystko cacy...
Pozornie.
Otrzymuję kosztorys. Jadę do autoryzowanego serwisu, w którym robiłem wszelkie naprawy i przeglądy. Serwis po dokładnych oględzinach wycenia koszt naprawy samochodu na kwotę 22000 pln, a nie na 2400 pln wg oceny przedstawiciela ubezpieczyciela.
I tu zaczynają się schody.
Towarzystwo na każdym kroku robi uniki i ignoruje moje reklamacje.
O pomoc proszę Rzecznika Ubezpieczonych. Wymiana korespondencji pomiędzy mną, towarzystwem i rzecznikiem trwa ponad rok.Towarzystwo robi tzw. olewkę i bagatelizuje pisma od rzecznika. Bo wie, że rzecznik nic nie może.
Ja to wiem teraz, wtedy myślałem, że rzeczywistość jest zgoła inna.

Po kilkunastu miesiącach listownej przepychanki puszczają mi nerwy i idę do prawnika.
Trochę czekam, zanim się ze wszystkimi dokumentami zapozna i wszystko przeanalizuje.
Przeczytał, przeanalizował i zaprosił na spotkanie.
I tu szok!!!
Zamiast potwierdzenia słuszności moich roszczeń słucham wykładu na temat tego, jak mierny, jak nieskuteczny, jak zachowawczy, wreszcie jak często niesprawiedliwy jest polski wymiar sprawiedliwości.

Że chcąc wygrać proces należy na poziomie minimum określić swe roszczenia.
Że faktyczne straty, a za tym idące roszczenia są ryzykowne i minimalizują szansę wygranej.
Że sędziowie stosują praktyki wyrokowania asekuracyjnego, zapewniającego im potwierdzenie wyroku w sądzie drugiej instancji.
Że sędziowie są oceniani na podstawie statystyk i od nich zależy ich awans. Czyli że większość sędziów nie ma atencji do wyrokowania sprawiedliwie, a wyłącznie asekuracyjnie.

Że w polskich sądach nie ma sprawiedliwości. Są tylko wyroki....

Prawda czy fałsz?
Coś mi podpowiada, że jednak w dużej mierze prawda...
Trwa ładowanie komentarzy...