Złoty środek na chamstwo i prostactwo. Ktoś zna???

Od kiedy pamiętam, rodzice wkładali mi do głowy, że jedną z największych w życiu cnót jest szacunek do ludzi. Tego ode mnie wymagali. Tego mnie nauczyli. Traktuję to, jak jedno z przykazań. Tak żyję. Coraz częściej jednak myślę, że zostałem przez nich upośledzony. Chamstwa i prostactwa, które coraz częściej mnie otacza nie umiem wyeliminować i okiełznać. Szukam "złotego środka", ale do tej pory nie znalazłem. Jest jakiś?

Im jestem starszy, tym większy mam problem z prawidłową i skuteczną reakcją na brak szacunku wobec innych. Coraz częściej nie potrafię również wykazać się należytą asertywnością wobec chamstwa, prostactwa i cwaniactwa.
A te stają się normą niestety. Na ulicach, w sklepach, na plaży, w pracy, często też w towarzyskich relacjach.
Chamskie zachowania dla wielu stają się skutecznymi sposobami na zaistnienie i zaakcentowanie swojej obecności. Na towarzyski lans. W prowadzeniu biznesu również. Są tacy, którzy robią to bez żenady, a niestety brakuje wobec tej miernoty konstruktywnej krytyki.



To, że takie postawy są godne największego potępienia, najlepiej wiedzą ci posiadający tzw. kindersztubę. Dzisiaj jednak łatwiej znaleźć czarną perłę w gnoju, niż tych, którzy wynieśli z domu dobre wychowanie. Oportunistów chcących otwarcie walczyć z prostactwem też ze świecą szukać. Panuje moda na konformizm normatywny niestety.

Myślałem, że w swym postrzeganiu otoczenia jestem odosobniony, wręcz upośledzony. Że należę do grona dinozaurów. Nielicznych osobników, które z tego powodu cierpią i chcą naprawiać.
Jednak nie.
Może niestety, a może na szczęście.

Kilka dni temu poprosił mnie przyjaciel, żebym mu pomógł w jego trudnych relacjach ze wspólnikiem i może wymyślił jakieś rozwiązanie. On nie daje sobie rady, nie ma pomysłu i siły, żeby walczyć. Ale nie potrafi zaakceptować chamstwa i bezczelności. Oraz faktu, że wspólnik wykorzystuje jego kindersztubę i brak asertywności, nie docenia należycie jego pracy. Nie angażuje się w rozwój biznesu, nie pomaga, a do czegokolwiek się zabierze, to albo nie dokończy albo coś zawali. I mimo braku wiedzy, na czym ich biznes polega, robi z siebie gwiazdę oraz przypisuje sobie wszystkie sukcesy.
Że cham, prostak i cwaniak, mitoman i megaloman, to wtajemniczeni wiedzą. Ale co dalej? Jakie w tej sytuacji znaleźć wyjście? Jak okiełznać takiego typa? Biznes się kręci, szkoda go zmarnować.
Chciałem powiedzieć: „Widziały gały, co brały. Chciałeś mieć chama wspólnika, to teraz zbierasz żniwo".
Tak byłoby najprościej.
Jednak przyjaciołom pomocy się nie odmawia i nigdy nie pozostawia w biedzie. To kolejne z moich przykazań.

Chcąc mu doradzić i pomóc, na biegu niestety nie wymyśliłem niczego sensownego, nie znalazłem też "złotego środka" na okiełznanie wspólnika prostaka. Chociaż bardzo się starałem!

Jego problem nadal nie daje mi spokoju. Ciągle szukam "złotego środka". Takiego, żeby w swych przepychankach zachował kindersztubę. Z pewnością coś wymyślę i wesprę przyjaciela w jego walce z prostakiem wspólnikiem.
Bo gardzę blagierami. Bo nie toleruję miernoty i braku szacunku wobec innych.

A Wy? Może macie jakiś „złoty środek“ na stawianie czoła prostactwu i chamstwu? Jak zachowujecie swą asertywność w podobnych sytuacjach? Czy Waszym zdaniem „wyrwanie chwasta z korzeniami“ to dobry pomysł?
Może macie jakiś inny, bardziej skuteczny?

Taki, żeby nie kłócił się z kindersztubą...
Trwa ładowanie komentarzy...